Potrzeba usprawiedliwienia

Potrzebę usprawiedliwienia, a więc też obrony dobrego sobie mniemania, wyczuwa się w refrenie: „Już taka (taki) jestem.” Partner, który się w ten sposób odsłania — czy zasłania? — oczekuje od słuchacza współczucia i rozgrzeszenia, w za mian za co jest na ogół gotowy świadczyć podobne usługi: Miała pretensję, że ją zdradzam. No rzeczywiście mam temperament. Wiesz, jak człowieka ponosi. Krzyczy, że mnie kocha i dlatego… To nie powód, żebyś był jej niewolnikiem. Właśnie.
A ja znowu mam przykrości w biurze. Nowy dyrektor zaprowadza nowe porządki. Przyczepił się, że nie prowadzę kartoteki, że wszystko mam w głowie. Chce się wykazać, a pewnie na niczym się nie zna. Właśnie. Dość też typowe w rozmowach przyjaciółek jest westchnienie: „Popatrz, co on ze mnie zrobił.” Niejedna kobieta czuje się nieszczęśliwa przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji; wątpliwości
wahania rujnują jej spokój; w rezultacie łatwo i bez reszty oddaje się autokracie. Po ślubie jednak narzeka: „Gdyby to ode mnie zależało…”