Skąd bierze się tak popularne

Oni — ostatnie świnie” (oczywiście, zamiast „świnie” może być: „bydło”, „kretyni”, „cynicy” i tym podobne). Obiektem takich oskarżeń są jednostki („taki to rano cię uściśnie, a w południe obszczeka”), grupy („jak lekarzowi nie dasz zarobić, to cię spławi”) lub cała ludzkość („jeśli mu za to zapłacą, każdy człowiek Cię kopnie”). Oskarżanie „ostatnich świń” (za ich plecami ma się rozumieć) zaspokaja potrzebę dobrego o sobie mniemania. Wzajemnie opowiadając sobie o powszechnej ludzkiej podłości, czujemy się – jako ci nie podli — kimś wyjątkowo szlachetnym, bądź – mając na sumieniu lub zamierzając to i owo — tłumaczymy się: „Wszyscy ludzie są podli, trzeba ich traktować tak, jak na to zasługują.” Inną funkcją takich rozmów jest usprawiedliwianie porażek: „Nie dostałam się na uniwersytet, bo ostatnie świnie przyjmując tylko za łapówkę.”

Potrzeba usprawiedliwienia

Potrzebę usprawiedliwienia, a więc też obrony dobrego sobie mniemania, wyczuwa się w refrenie: „Już taka (taki) jestem.” Partner, który się w ten sposób odsłania — czy zasłania? — oczekuje od słuchacza współczucia i rozgrzeszenia, w za mian za co jest na ogół gotowy świadczyć podobne usługi: Miała pretensję, że ją zdradzam. No rzeczywiście mam temperament. Wiesz, jak człowieka ponosi. Krzyczy, że mnie kocha i dlatego… To nie powód, żebyś był jej niewolnikiem. Właśnie.
A ja znowu mam przykrości w biurze. Nowy dyrektor zaprowadza nowe porządki. Przyczepił się, że nie prowadzę kartoteki, że wszystko mam w głowie. Chce się wykazać, a pewnie na niczym się nie zna. Właśnie. Dość też typowe w rozmowach przyjaciółek jest westchnienie: „Popatrz, co on ze mnie zrobił.” Niejedna kobieta czuje się nieszczęśliwa przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji; wątpliwości
wahania rujnują jej spokój; w rezultacie łatwo i bez reszty oddaje się autokracie. Po ślubie jednak narzeka: „Gdyby to ode mnie zależało…”

O DOBRĄ SAMOOCENĘ

Żeby osiągnąć zadowolenie z życia, musimy być także zadowoleni z siebie. Pragniemy się sobie podobać, a znajomi, przyjaciele i członkowie rodziny mogą nam w tym przeszkadzać albo pomagać.
„Zrobiłbym doktorat, gdyby nie ty…”, „Przez ciebie nie mam czasu na czytanie fachowej lektury, nie nadążam za postępem, nie awansuję.” Podobne oskarżenia — czy tylko westchnienia — są tłumaczeniem się głównie przed samym sobą: „Nie osiągnę-łąm tego co chciałam, ale nie z własnej winy”. Słysząc takie słowa, partner — nie tylko rozmów, ale i życia — powinien właściwie spuścić oczy i przyznać: „Tak, to prawda, poświęciłaś karierę naukową dla miłości. Dziękuję”. Niestety podobna odpowiedź jest nie na miejscu, gdy żona woła: „Przez ciebie jestem zerem!”

O WYWYŻSZENIE SIĘ

Są też pośrednie sposoby nadymania swego Ja, zabiegania o prestiż, o znaczenie. Na przykład:
Jolka oka z ciebie nie spuszcza. I chudnie. Tak, ona beze mnie żyć nie może. Nie tylko ona. Ale co ja na to poradzę? Nie podoba ci się? Ładna jest i niegłupia, ale. Dla człowieka wrażliwego i delikatnego miłość, której nie może odwzajemnić, jest krępująca, wręcz przykra. Tylko cham głośno się nią szczyci. Ale chamów obu płci nie brakuje. Żeby imponować, przechwalają się miłosnymi „podbojami”, jak wiejski półgłupek liczbą zabitych leśnych ptaków. Na marginesie: erotyczne samochwalstwo bywa często następstwem niepowodzeń i kompleksu niższości. Innym sposobem samonadymania się bywa nieproszone doradzanie. „Dam ci radę” proponuje często ten, kto dąży do zaspokojenia potrzeby dominacji, autorytetu i własnej ważności. Mówi z pozycji „jestem mądrzejszy, bardziej doświadczony, wiem najlepiej”. By dać mu tę satysfakcję, partner powipjen słuchać go z wielkim „Aaa I”. Lecz rzadko tak słucha. Navvet gdy sam prosił o radę, wcale się nią nie zachwyca. Może dlatego, że w gruncie rzeczy chciał tylko mówić o swej sytuacji? Może za jego prośbą kryło się wyzwanie: „Spróbuj coś powiedzieć, czego nie potrafiłbym skrytykować”. A może zwrócił się do paru osób, szukając kogoś, kto mu poradzi, by postąpił tak, jak właśnie chciał postąpić.

Skierowanie na siebie reflektorów

Jeszcze „ambitniej” o skierowanie na siebie reflektorów, o wzbudzenie uznania i podziwu walczy ten, kto korzysta z każdej okazji — albo ją przemocą stwarza — by opowiedzieć jak niezwykłym jest człowiekiem. Wzbijając się na tęczowych skrzydłach fantazji, wymyśla powiastki o tym, jak bystro zorientował się w sytuacji, jak śmiało zadziałał, jak szlachetnie usunął się w cień. Partner czy partnerzy rozmowy powinni aż przysiąść z wrażenia, a tymczasem ten i ów szyderczo się uśmiecha.
Taki uśmiech jest okrutny. Mitoman to figurka bardziej żałosna niż śmieszna. Swoją małość, przeciętność i ubożuchne życie kompensuje bujną wyobraźnią. Wie z doświadczenia, że po tej chwili, kiedy nowym znajomym wydał się kirrtś wspaniałym, będzie latami lekceważony. Wie, bo już parę razy przeżył katastrofę, gdy przyjaciele odkryli, że nie jest tym, kim udaje, że jest. Wie, ale puszcza się w swój lot — ważka-jednodniówka.

O ZWRÓCENIE NA SIEBIE UWAGI

  • : Słyszałeś? Katarzyna wygrzmociła swego kochanka na korytarzu.
  • : Coś podobnego! Ale wiesz, podobno Jacek zrobił ciziecko Małgosi.
  • : Wy o głupstwach, a ja słyszałem, że wszystkie oszczędności w PKO będą odebrane. Już ich za dużo.

Przelicytował pozostałych partnerów. Co prawda swój głupi pomysł przedstawił jako wiadomość z pewnego źródła, ale wygrał, bo na nim skupiła się powszechna uwaga. O to mu właśnie chodziło.
Pragnieniem zwrócenia na siebie uwagi tłumaczę także licytowanie się w okropnościach. Kto był świadkkiem albo przynajmniej ma „dokładne informacje” o napadzie, gwałcie, mor- derstwie> ten błyszczy w towarzystwie. Każdy wampir staje się tematem rozmów.

Ważne są cech twórczości

Nie sposób wreszcie dopatrzyć się cech twórczości w wypowiedziach, które się wciąż powtarzają, które są jakby czynnością przymusową, odruchem warunkowym, niczym u chorego psychicznie, z którym się kiedyś zetknąłem, stałe powtarzanie „Tylko proszę mnie nie dotykać”. W pierwszym rozdziale tej książki przedstawiam karykaturki pewnego typu dialogów; ich prostota, nawet prostactwo ułatwi wgląd w motywacje partnerów. Po tych żałosnych ob razkach z życia piszę o wartości rozmowy, przypominam, czym ona może być, powinna być i nieraz bywa. Dalej w rozdziałach „Start”, „Mówić — co”, „Mówić — jak” i „Sztuka słuchania’ opisuję warunki i sposoby, dzięki którym rozmowa staje się źródłem wartości i zadowolenia. Żarty na końcu strony wynagradzają Czytelnikowi jego wytrwałość.

Myśl sprzęgnięta jest ze słowem

Sytuacja, która pobudza do operowania słowami, pobudza myślenie. W rozmowie nie tylko wypowiadamy, ale i wyrabiamy sobie poglądy. Najczęściej „wyciągamy wnioski lub je korygujemy, gdy rozmówca dostarcza nam nowych informacji. Z drugiej strony można być nieszczęśliwym przez brak kontaktu – porozumienia, brak zabawy czy uśmiechu i przez niemożność lub nieumiejętność wyrażania swojej indywidualności. W bardzo wielu rozmowach partnerzy nie osiągają porozumienia. Spotykają się z nadzieją osiągnięcia go, oczekują obustronnej satysfakcji, wzmocnienia kontaktu, po czym zawziętość bierze górę, wspólny cel schodzi na drugi plan i rozchodzą się rozeźleni, obcy sobie i niechętni. Kiedy indziej osiągnięcie porozumienia ani przez chwilę nie jest rzeczywistym celem i każdy dąży przede wszystkim do zwrócenia na siebie uwagi, do zwycięstwa w pojedynku na słowa lub tylko do wygadania się.. Z tych samych przyczyn rozmowa nie zawsze jest zabawą może zbyt silnie grają w niej nie zaspokojone potrzeby, zbyt wiele w niej napięć i zaciekłości.

Zadowolenie w kontaktach z innymi

Można osiągnąć zadowolenie w kontaktach z innymi ludźmi, w zabawie i w twórczości. Rozmowa to kontakt, zabawai twórczość. Przynajmniej potencjalnie. Rozmowa to kontakt, jej celem jest porozumienie. Porozumienie na płaszczyźnie umysłowej i uczuciowej. Komunikujemy swoje wiadomości, wrażenia, myśli i odbieramy komunikaty wiadomościach, myślach, wrażeniach partnera. Podstawową funkcją rozmowy jest właśnie budowanie pomostów między jednostkami – wyspami. Zaspokojenie, którego szukamy w przyjaźni i miłości, polega w dużym stopniu na słownym porozumieniu. Stąd marzenie, by każdy kontakt był prawdziwym kontaktem, marzenie o „rozmowie dusz”, o płodnej harmonii umysłów braterstwie uczuć. Rozmowa to zabawa, bo chyba najczęściej śmiejemy się z tego, co słyszymy i mówimy. Igraszki myśli i słów, zaskakujące skojarzenia, paradoksy, riposty, żartobliwe opowiadania i anegdoty są zacną przyprawą każdego towarzyskiego spotkania.