Iluż to rzeczy dowiadujemy się o sobie w serdecznej rozmowie z przyjacielem

Dowiadujemy się nie tylko od rozmówcy, ale i od siebie samego, bo otwierając się przed nim, określając własne postawy, ambicje i kryteria wartości, jasno je sobie uświadamiamy. Tym samym możemy spojrzeć na nie krytycznie — i w rezultacie skorygować swój styl życia. Więcej! Podczas rozmów, dzięki wywołanemu przez nie wewnętrznemu poruszeniu, nieraz decydujemy się podjąć określoną pracę czy inną działalność, utwierdzamy się w postanowieniach, które wydadzą owoce dobre albo złe, przesądzą o wygranej lub przegranej życia. Lecz uwaga na drugą stronę medalu! Poglądy i opinie — wypowiadane niekiedy lekkomyślnie, czasem dla żartu, na złość — nie tylko mogą dać innym skrzywiony obraz naszego „ja”, ale również nie pozostają bez wpływu na naszą postawę. Kto udaje cynika, ten niekiedy przesiąka cynizmem. Kto, choćby tylko na złość rodzicom i innym „nietoperzom” (bo to nie widzi, nie słyszy, a czepia się), wygłasza pochwały próżniactwa, ten wzmacnia w sobie skłonność do lenistwa. Niejedna postawa powstała z pozy. Również z pozy przyjętej w rozmowie. A charakter to przecież w dużym stopniu zbiór postaw…

Pomyślne kontakty z otoczeniem

Pomyślne kontakty z otoczeniem są warunkiem nie tylko dobrego samopoczucia, ale i zdrowia. Jedną z przyczyn i jednym z objawów niektórych chorób umysłowych jest zamykanie się w sobie. I ‚na odwrót: łatwość nawiązywania i umiejętność prowadzenia rozmów przyczynia się do zachowania zdrowia psychicznego. Jako zabieg sanatoryjnej kuracji nerwic zaleca się między innymi swobodne rozmowy pacjentów, wzajemne opowiadanie sobie o nie rozwiązanych problemach życia, wspólne szukanie przyczyn trudności, zwłaszcza trudności w stosunkach z ludźmi.
W poprzednim artykule z ironią odnosiłem się do owych: „powiem ci, jaki jesteś” i „zmień się”; potraktowałem takie uwagi, jako drobne wybuchy rozżalenia. A przecież w atmosferze miłości i kultury, łagodzone miękkim tonem i uśmiechem, wynikają one jakby z cichej umowy: „będziemy wzajemnie doskonalić się tak, aby obojgu nam było dobrze”. I obie strony starają się…

Każdy z nas jest trochę „człowiekiem zabawy”

Każdy prędzej czy później dochodzi do przekonania, że rozrywka całkowicie pasywna nie daje pełnego zadowolenia. Najlepszy film i najlepsza książka zostawia uczucie niedosytu, jeśli nie możemy z nikim podzielić się wrażeniami. Przyjemność, jakiej rozmowa może dostarczyć, pochodzi stąd, iż jest ona rozrywką aktywną. Opowiadając o naszych przeżyciach, głośno snując refleksje, zajmując stanowisko wobec wydarzeń zarówno drobnych, jak doniosłych, odczuwamy radość formułowania myśli, wyrażania uczuć, nawet głoszenia przekonań. Nowy kontakt — a czasem i nie nowy — jest przygodą, tai nieznane możliwości. Przyjemne jest też ożywienie, które towarzyszy rozmowie z kimś, kogo znamy i lubimy, kto umie słuchać, kto mówi interesujące nas rzeczy. Tym większą radość daje ciepło psychiczne, powstające wtedy, gdy rozumiemy drugiego człowieka i czujemy się rozumiani, gdy mamy wrażenie, iż wzmacnia się nasz wspólny front wobec zagadek, trudności i tragedii życia, gdy nawiązuje się wzajemna sympatia.

RADOŚĆ I ZDROWIE

Poprzedni artykuł pisałem z przymrużeniem oka, tego oka, którym poważnie patrzę na świat. Teraz szeroko je otwieram. W rezultacie poszerzam obraz, pogłębiam jego barwy. Po co te przyjęcia, te proszone herbatki, imieniny i inne towarzyskie spędy, które podobno wypada urządzać, a na które
chodzi się nieraz tylko dlatego, że nie wypada odmówić, czasem z jakąś nadzieją… Jeśli rozmowa nie nadaje im treści, gospodarze zapytują sami siebie, po co był trud i wydatek, a niektórzy goście
po co stracili tyle godzin. A jednak mimo podobnych refleksji, dalej zapraszamy gości i dalej sami chodzimy na wizyty. Dlaczego? Czy to tylko triumf nadziei nad doświadczeniem?

Ciężkie rozmowy z partnerem

Kto uświadamia partnerowi, jaki jest, ten spodziewa się, że przystąpi on do dzieła reformy, „ułatwia” mu je nawet wielokrotnym powtarzaniem sprecyzowanych żądań. Na przykład:
„Nie bądź taki nerwowy. Przyjrzyj się, jak Wacław potrafi nad sobą panować. Naucz się tego.”
Powiadają, że wiele małżeństw utrzymuje się tylko dzięki temu, iż jedna ze stron – lub obie – wierzy, że przeprowadzi reformę partnera. Lecz z im większą zawziętością nalega, tym na twardszy opór natrafia. Powtarzane bez skutku w ciągu dwudziestu lat: „nie wycieraj rąk w ścierkę” jest bezcelowym odruchem warunkowym. Nie wycieraj rąk w ścierkę. Tyle razy cię o to prosiłam. A ty nie stawiaj talerzy na podłodze. A gdzie mam je stawiać! Zrób miejsce. Gdybyś myślała… Ale ona nie myśli. Ani on. Najwznioślejsze pomysły, gdy je w milczącym mózgu więzimy – mówiąc utartym wyrazem — psu na budę się nie zdadzą.

Gdy sędzia jest pobłażliwy

Gdy sędzia jest pobłażliwy, a podsądny pokorny, nie ma tragedii. Gorzej, jeśli sędzia wpada w ton agresywnego prokuratora, a oskarżony kontratakuje; wtedy obie strony wzajemnie uświadamiają sobie, że nie są ideałami, rozgrywka przybiera klasyczną postać: „kto komu wytknie więcej wad”, a osoba postronna widzi, jak pierze fruwa:

  • Co, znowu iść do Pucyfałów?
  • Przyjęłam zaproszenie.
  • Ty nigdy nie potrafisz powiedzieć: „nie”.
  • A ty myślisz tylko o swojej przyjemności.
  • Tylko nie podnoś głosu!
  • To ty się wściekasz. Tak, wściekasz się, bo prawdę ci mówię.

A o co chodzi w tym starciu? Chyba o nic. Strona inicjująca je daje ujście swemu rozdrażnieniu czy rozżaleniu, druga strona kontratakuje to wszystko. Ktoś może powie: „ulżyli sobie”, ale czy rzeczywiście odczuli ulgę?

O TO, BY SOBIE ULŻYĆ

Nie byłoby rozczarowań, gdyby nie oczarowania, których sprawcą jest przede wszystkim nasza własna fantazja. Wolimy jednak składać winę na partnera i zabieramy się do uświadamiania mu, że nie jest ideałem, przywłaszczamy sobie prerogatywy sędziego-psychologa i miotamy wyroki-diagnozy:

  • „Dla mnie nie masz ani czasu, ani pieniędzy, ale każdy obcy może cię naciągnąć.”
  • „Czy ty kiedykolwiek spojrzysz, jak jestem ubrana?”
  • „Zupełnie cię nie obchodzi, co myślę, co czuję.”
  • „Okazujesz ludziom, że cię nudzą, a potem dziwisz się, że nie masz przyjaciół.”
  • „Nie utrzymujesz porządku i dlatego wciąż czegoś szukasz.”
  • „Złościsz się o byle co.”

O UKOJENIE

W dzieciństwie, gdy skarżyliśmy się na „kuku”, na krzywdę, mama brała nas na kolana, tuliła, hołubiła… W ten sposób powstał i utrwalił się nawyk narzekania na prawie każdą dolegliwość fizyczną czy psychiczną, opowiadania o swoich nieszczęściach małych i dużych. Kryje się za tym podświadoma nadzieja, że ktoś zareaguje tak miło i kojąco, jak matka. Zdarza się, iż partner rzeczywiście przyjmuje rolę pocieszyciela i samarytanina, może nawet istotnie przynosi trochę ulgi, częściej jednak okazuje tylko grzeczne współczucie (jeśli jest dobrze wychowany) lub znudzenie (jeśli jest brutalny). Jednym z wariantów postawy: „jaki ja biedny — biedniutki” jest: „popatrz, co on mi zrobił.” To wyrośnięta postać dziecinnej skargi na złego chłopca, który uderzył lub zadrapał. Skarżący się — jeśli go dobrze rozumiem — prosi: ,zbij tego łobuza” albo: „przytul mnie”. Doznaje on srogiego zawodu, gdy zamiast od ra^u zadeklarować się po jego stronie, partner głośno zastana- ia się, kto miał rację. Partner nie rozumie? Być może — jak długo można pocieszać wierzby płaczące?!

O ZBLIŻENIE

Zgodne oskarżenie rodzaju męskiego, żeńskiego, dyrektorskiego lub politycznego spełniać może jeszcze jedno zadanie. Wrogowie naszych wrogów są naszymi przyjaciółmi. Wspólnie doznawana krzywda – rzeczywista lub urojona tworzy albo wzmacnia więzy solidarności i sympatii. Do nawiązania psychicznego kontaktu albo do napra psującego się zmierza apel: „wysłuchaj mnie”. Partner chce mówić o sobie lub o sprawie, która go porusza. „Wysłuchaj mnie” to pierwsza połowa zdania — druga brzmi: „i zgódź się ze mną”, albo: „współczuj mi”. Tym bardziej służy zbliżeniu wiele rozmów o miłości. Owe: „miłość według mnie…” da się porównać do wąchania potrawy przed włożeniem jej do ust, wąchania z ostrożności, dla orientacji, ale także dla zaostrzenia apetytu.
Miłość, według mnie, jest przereklamowana. Tak, te filmy, piosenki i powieści każą spodziewać się za dużo. Ale też nie należy spodziewać się za mało. Nie, to przesada w drugą stronę. A tak naprawdę, to czego człowiek oczekuje…

O PRZYNALEŻNOŚĆ I BEZPIECZEŃSTWO

Oburzają mnie te obszary zajęte pod uprawę kwiatów. Setki milionów ludzi cierpią głód, miliony umierają, bo nie mają co włożyć do ust, a tu na żyznej ziemi rosną róże, goździki, mieczyki itp. Chyba tylko po to, by państwo Kowalscy nie przyszli do państwa Zawadzkich z pustymi rękami. Miłość do kwiatów jest jedną z nielicznych bezinteresownych miłości. Czym różni się człowiek od bydlęcia? Właśnie bezinteresownością. Może zachwyt kwiatami uszlachetnia nas? v Czy B. zgodził się z A. i C. dlatego, że stać go na dostrzeganie obu aspektów sprawy? Wątpię. Myślę, że raczej należy on do tych wcale nierzadkich ludzi, którzy lubią zgodę. Będąc jednego zdania ze swoim rozmówcą, zaspokoją silną potrzebę przynależności, nawet bezpieczeństwa. No, a gdy towarzystwo nie jest jednomyślne, stara się zgadzać po trochu ze wszystkimi… Nie trzeba nim gardzić. W swoich chwiejnych poglądach jest nieraz bliższy prawdy od autokratycznych, pewnych siebie wypowiada czy skrajnych sądów; co więcej, jest jakby stworzony do budowania między nimi mostów porozumienia.