Nie ma kultury wspólnego rozwiązywania problemów

Udanej współpracy, zadowalającego współżycia nawet dwóch osób. „Współ” – znaczy „razem”, zakłada więc istnienie porozumienia. Im więcej dziedzin owo „współ” obejmuje, tym szersze i głębsze musi być porozumienie. Na wycieczce wystarczy, gdy uczestnicy dobrze wzajemnie się orientują w swoich zainteresowaniach i możliwościach turystycznych. W warsztacie, w fabryce czy w biurze przez kanały porozumienia muszą swobodnie płynąć krótko i jasno sformułowane instrukcje i informacje. Wśród przyjaciół i w kręgu rodzinnym porozumienie zawierać powinno także głębsze i subtelniejsze treści. Kiedy powiadamy, że rozumieją się szef i jego pracownicy albo koledzy w jednej instytucji, to mamy na myśli taką wymianę zdań, której wymaga harmonijne współdziałanie. Kiedy jednak cieszymy się porozumieniem między mężem i zoną lub między rodzicami i dziećmi, to myślimy także o wzajemnym komunikowaniu sobie radości i przykrości, potrzeb i odczuć, przekonań i postaw. I nie jest to tylko sztuka dla sztuki. Dobre wzajemne poznanie Się — które znakomicie przyspiesza słowna komunikacja – to warunek wzajemnego wypracowania odpowiadającej obu stronom formy współżycia. Jeśli ma być ono szczęśliwe, partnerzy muszą dobrze wiedzieć, czym sobie mogą sprawić radość, a czym — przykrość, jak mogą wzajemnie ułatwiać sobie, a jak utrudniać zaspokojenie potrzeb (na przykład potrzeb bezpieczeństwa, uznania, samodzielności). Czy wobec tego przesadą będzie stwierdzenie, że sztuka rozmowy to połowa sztuki współżycia?

POROZUMIENIE

Brak rozmowy porozumienia jest klęską. Jest klęską w domu, gdy członkowie rodziny bądź wcale się do siebie nie odzywają, bądź ograniczają „wymianę myśli” do uwag o śmieciach i brudnej bieliźnie. Jest klęską w miejscu pracy, gdy spowodowane drobnym zatargiem zamrożenie stosunków między kolegami zaostrza uczucie niechęci, przyczynia się do narastania konfliktów. Zważmy, iż obcy – to człowiek, z którym nie rozmawiam, a odczucie: „obcy to wróg” narzuca się z całą siłą atawistycznego instynktu. I odwrotnie – przyjaciel to ktoś, z kim mam dobry kontakt z kim chętnie rozmawiam. Klęską są także niektóre zebrania, choćby te narady nad zapobieganiem marnotrawstwu, które same są stratą czasu. Kto winien? Organizatorzy oskarżają (cicho lub głośno) uczestników, uczestnicy – organizatorów, ale szukając głębiej odkry.- jemy, że sztuka obradowania czy dyskutowania cierpi przez brak kultury rozmowy. Gdy strony nie umieją przedstawiać i słuchać argumentów, gdy ambicją zaangażowanych jest tylko ‚„pokazać się”, przegadać innych, zdominować, pokonać, wtedy zawodzi także sama idea wspólnego myślenia. Bez kultury słowa nie ma kultury demokracji.

Rozmowa jako doskonałą nauka

Rozmowa jest najświetniejszym narzędziem uczenia się, nie tylko dlatego, że stosunkowo dobrze pamiętamy to, o czym sami mówiliśmy, ale i dlatego, że na ogół lepiej od materiału przeczytanego zapamiętujemy informacje usłyszane w małym gronie osób. Składają się na to trzy przyczyny:
rozmawiając jesteśmy zwykle intensywniej pobudzeni umysłowo, bardziej uważni niż podczas lektury lub wykładu; włączając się choćby pytaniami, ożywiamy własne zainteresowanie przedmiotem; gdy partner dobrze mówi, jego opisy i objaśnienia są żywsze, bardziej plastyczne, niż te, które czerpiemy z lektury; być może nawet, iż słuchaczom udziela się jego zapał, jego przejęcie się.

OPARCIE DLA PAMIĘCI

Rozbudzając zainteresowania, rozmowa zaostrza pamięć, bo najłatwiej zapamiętujemy to, co nas ciekawi. Utrwala i odświeża informacje. Najlepiej uczymy się, gdy innym pomagamy w nauce i najdłużej pamiętamy to, co innym przedstawialiśmy, o czym mówiliśmy. No i to, co powtarzaliśmy. Wiadomo, iż wiedza, z której nie korzystamy, wiadomości nigdy nie wydobywane ze spichlerzy mózgu zapadają coraz głębiej, aż po pewnym czasie nie sposób ich odszukać. Trzeba je przewietrzać, trzeba o nich rozmawiać. Z książek przeczytanych, z rzeczy widzianych w podróży, z doświadczeń zebranych w życiu pamiętamy głównie te, o których mówiliśmy. Gdybym wielokroć o niej nie opowiadał, nie pamiętałbym już tej Murzyneczki z oczkami jak u misia z pluszu, awantury, jaką mi kiedyś zrobił zwierzchnik za udzielenie informacji koledze z innego departameńtu, opisu Steinbecka, jak żółw przechodził drogę ani uwagi. K. Brandysa o redukcji treści na rzecz stylu.

Co nas kręci, co nas podnieca

  • Bezmyślność — mówienie za dużo i bez koniecznej potrzeby, ponieważ inni też mówią za dużo i bez koniecznej potrzeby; zemsta – skoro ktoś jest złego zdania o nas, przedstawiamy go jako wyznawcę fałszywych idei lub puszczamy wiadomości, że bije żonę;
  • obłuda — bo nie stać nas na szczerość; uprzejmość, lenistwo lub lęk przed posądzeniem o niewiedzę — to one każą nam potwierdzać fałszywe informacje;
  • interesowność, wyrachowanie, próżność, pycha lub ogólna niechęć do świata, której potrzebna jest dokumentacja.
  • Sprawa plotki jeszcze później wypłynie, celem tych uwag było tylko przypomnienie, iż źródło informacji – rozmowa — jest często zatrute i to z naszej winy.

INFORMACJE

Co dobrze robi na bóle w krzyżu? Gdzie można kupić taki pasek? Co warto zobaczyć? Jaka będzie pogoda? Dokąd pojechać na wakacje? Jak postępować z Iksińskim? Jak pyta profesor? Jak inni się przygotowują? Czy jest u was wolny etat? Co tam trzeba robić? Gdzie można dostać surowiec? Jakie są nowe usprawnienia? W zależności od odpowiedzi na tysiące podobnych pytań, decydujemy, jak się leczyć, gdzie pójść, co zrobić z wieczorem lub z wakacjami, jak pokierować produkcją lub… życiem. Rozmowa jest najstarszym i najświetniejszym narzędziem uczenia się i nauczania, drogą, którą przekazujemy — i na której docierają do nas – wszelkie wiadomości. Jakże uboga byłaby bez niej wymiana doświadczeń, jak bardzo bylibyśmy zagubieni w obcym miejscu, np. w nowej pracy.
Skoro ta droga jest tak ważna, to dlaczego stawiamy na niej tyle mylących znaków? K. Brandys sądzi (przytaczam w skrócie jego diagnozę), że winę ponoszą ni sami.

Poruszenia w czasie rozmowy

Co prawda, różne bywają poruszenia, zdarza się, iż rozmowa kończy się burdą, ale zdarza się także, iż zapładnia umysł; John Stuart Mili przyznaje w Autobiografii, że napisanie wielu książek zawdzięcza rozmowom prowadzonym z kolegami systematycznie dwa razy na tydzień. Podobnie jak książka, lepiej niż ona, rozmowa otwiera oczy na piękno estetyczne i moralne, pomaga zrozumieć znaczenie wydarzeń i sens własnych poczynań. Przecież głównie dzięki wymianie myśli i wrażeń uczymy się widzieć, rozumieć v oceniać otaczające nas zjawiska. Nierzadko dopiero w towarzystwie zajmujemy stanowisko wobec tego, cośmy’widzieli, słyszeli, czytali. „Produktem” rozmów bywa nawet ożywienie kontaktów ze sztuką, zapał do wiedzy, współ doznawanie z przeżyciami innych ludzi zaangażowanie w życie społeczne. Dobrze to rozumiał już M. Montaigne, pisząc: „Najbardziej owocnym i naturalnym ćwiczeniem umysłu jest moim zdaniem – rozmowa. Zabawa ta wydaje mi si^ milsza niż jakakolwiek inna przyjemność życiowa to jest przyczyną, dla której, gdybym w tej chwili zmuszony był wybierać, raczej godziłbym się — jak mniemam utracić wzrok niż słuch i mowę.”

APETYT NA KULTURĘ

Rozmowa stwarza „zapotrzebowanie na kulturę”. Ten i ów przestałby czytać poważniejsze książki i czasopisma, gdyby nie miał z kim o nich pomówić albo choćby błysnąć erudycją. Czyta,
bo wie, że wspominając o tym, co czyta, częściowo ujawn kim jest. Niejeden’ człowiek interesuje się tylko tym, o czym ma okazję rozmawiać. Prawda, że kultura ze snobizmu rodem nie ma zbyt głębokich korzeni, lecz korzeń, który ma być głęboki, musi być najpierw krótki, płytko osadzony. Udawanie kultury skłania do kultury. Zainteresowanie interesowne ma szansę przeobrażenia się w bezinteresowne. W ten sposób (między innymi) rozmowa może rozbudzić autentyczny umysłowy apetyt. Niezależnie od drogi wiodącej do kultury przez westybule snobizmu, istnieje inna, też związana z rozmową. Kontakt z żywym człowiekiem porusza silniej niż kontakt z książką.

Pomoc w rozmowie

Ta pomoc, jaką daje rozmowa, ma szczególne znaczenie dla osób niewyrobionych umysłowo. Często dopiero dzięki wymianie zdań odkrywają one w sobie bogactwo myśli. I zdolność do rozumowania. Bo rzeczywiście, tylko w obecności co najmniej jednego słuchacza potrafią snuć skoordynowane refleksje. Bez tej podniety myśli ich pozostają nie rozwinięte — bezładna masa kiełków martwiejących w ciemnicy. Tu należy oddać sprawiedliwość pomocnemu partnerowi. Jego uwaga i uwagi, jego pytania, podsuwane analogie i sugestie, a nawet sprzeciwy są bodźcami, które nieraz kierują myśli na inny tor. Dzięki niemu dostrzegamy nowe, może istotne aspekty omawianych spraw, przewidujemy możliwe skutki ewentualnych decyzji, zmniejszamy ryzyko błędu. Powrócę do tego zagadnienia w artykule o sztuce słuchania, tymczasem powtórzę tylko za Boyem, że: „… ludzie celujący w rozmowie są roznosicielami pyłków inteligencji.”

Myślenie i działąnie

Wreszcie rozwija się w rozmowach styl myślenia, który zwykle poprzedza styl działania. Zaciekła nietolerancja, poczęta w sporach z kolegami, może skończyć się na ponurych aktach gwałtu, a słowna obrona słabszych może rozwinąć się w ofiarną dobroć. Skoro dzięki rozmowie otwieramy się wewnętrznie i uświadamiamy sobie własne ambicje i kryteria wartości, to tym samym pomocna jest ona w rozpatrywaniu naszych osobistych problemów. Nawet osoby przywykłe do samotnych rozmyślań zgodnie twierdzą, iż konieczność ścisłego wyrażania się zmusza je do ściślejszego rozumowania. Starając się przedstawić komuś jakiekolwiek trapiące nas zagadnienie, sami ostrzej je widzimy i sami nieraz znajdujemy sposób jego rozwiązania. Nic w tym dziwnego podniecony rozmową umysł staje się płodniejszy, łatwiej zrywa z szablonem wpada” na nowe pomysły.