Słowa różnego rodzaju

Matka tłumaczyła się ze znajomości, lecz córka zobaczyła i przeżyła ilustrację starej prawdy, że zalety urody i umysłu nie chronią słabego człowieka przed klęską. Gdyby słowa matki były pouczeniem, nie zrobiłyby takiego wrażenia… Inna sytuacja:

Jesteś sam? pyta Wacek.
Tak odpowiada Janek.
A starzy?
Wyjechali na dwa dni.
Korzystasz?
To znaczy?
Poczekaj, ja ci to urządzę. Masz forsę?
Nie.
Trudno. Ale zorganizuję. Dziś wieczór będziemy tu mieli szkło i szał. Przygotuj tylko zagrychę. No, to chyba możesz.
no dobrze.
Po chwili telefonuje inny kolega, Roman:
Co robisz?
Przed chwilą był Wacek. Chce urządzić u mnie, jak to mówi, szkło i szał. Bo rodzice wyjechali.

SPONTANICZNOŚĆ

Oceniać sytuacje. Tak, i to szybko, błyskawicznie. Często nawet ta ocena jest intuicyjna. Nierzadko celne słowa rzucamy spontanicznie, bez przemyśliwania, a z dobrym skutkiem. Oto przykład. Młody człowiek załamuje się. Doświadczenia, które przeprowadził w laboratorium, zawiodły. Drąży go myśl, że zmarnował lata może przegrał życie, waha się: zmienić zawód? skończyć z sobą? „Nie martw się pociesza go koleżanka Wszyscy w ciebie wierzymy. Prędzej czy później dopniesz swego.” Właściwe słowa we właściwej chwili! Zachwiana wiara w siebie znalazła oparcie w tym: „wszyscy w ciebie wierzymy”. Taki kredyt zaufania zobowiązuje. …Po latach, niemłody już człowiek zostaje uznany za autorytet… Dziewczyna idzie z matką. Spotykają starą kobietę brudny płaszcz, rażąca szminka i wódka. Matka pozdrawia ją. „To moja koleżanka szkolna wyjaśnia córce. Była ładna i bystra, ale dała się wciągnąć w okropne towarzystwo.”

OCENA SYTUACJI

Ocena sytuacji bywa kłopotliwa. W wątpliwościach z zakresu savoir vivre’u powtarzają się takie pytania, jak: „czy dużo młodszy może zagadnąć starszego?”, „czy przyjęte jest nawiązywanie rozmów w pociągu?”, „czy odzywać się, gdy zaczyna ze mną rozmowę ktoś, kto przysiadł się do stolika w kawiarni, bo wszystkie były zajęte?”, „czy poprawiać starszych, jeśli mówią głupstwa?”… Nie w smak mi takie pytania, bo chybiłbym odpowiadając na nie zdecydowanym „tak” albo „nie”. Tyle zależy od okoliczności pobocznych! Starszy człowiek, który może czuje się osamotniony w towarzystwie, ucieszy się, gdy nawiążemy z nim rozmowę, jeśli to są właśnie okoliczności poboczne nie jest zmęczony i nie szuka sposobu, by niepostrzeżenie się wymknąć. Na ogół inicjatywa rozmowy, zwłaszcza podczas dłuższej podróży, jest mile widziana, jeśli znowu okoliczności poboczne inicjator nie jest nudziarzem lub jeśli współpasażer nie jest pochłonięty lekturą. Rozmowa z nieznajomym w kawiarni budzi trochę wątpliwości, lecz decydują znowu okoliczności poboczne: kto, z kim, w jakiej intencji. Wytykanie każdego głupstwa jest może przesadą (tym bardziej, że drażni i kaleczy miłość własną), ale są głupstwa szkodliwe, których korygowanie jest wręcz obowiązkiem, no i są różne sposoby korygowania ich.

W CZTERY OCZY

Jedną z najważniejszych cech każdej sytuacji jest liczba tworzących ją osób. Rozmowy w cztery oczy zwykle mają inną treść, inny cel i ton, niż rozmowy w większym gronie. Inną treść bo są bardziej intymne, bardziej szczere, głębsze; mocniej uwydatniają, co rozmawiających łączy i co dzieli; silniejsze jest w każdym z partnerów zainteresowanie drugą stroną. Inny cel bo dążenie do efektu, do popisania się jest tym słabsze, im mniej jest świadków; przy rozmowach w cztery oczy partnerom bardziej zależy na zbliżeniu, na znalezieniu wspólnego wątku, na rzeczywistym porozumieniu. Inny ton bo bardziej kameralny, a mniej konwencjonalny, rzadsza jest walka o głos, rzadsze przekrzykiwanie się. Rozmowy w większym gronie są przeważnie tylko sposobem spędzania wolnego czasu, zabawą, licytacją dowcipu lub próżności, paplaniem, a w lepszym wydaniu współzawodnictwem w opowiadaniach. Nie dziwię się tym, którzy unikają towarzyskich zebrań, a chętnie spotykają się dla rozmów we dwóch lub we dwoje.

Zapominanie o celu rozmowy

W rozmowach, które mają do czegoś doprowadzić, częstym błędem jest zapominanie o tym ich celu. Chcemy pozyskać poparcie dla naszego projektu, lecz oto na przeszkodzie staje czyjś inny projekt; i coż, zamiast jak najlepiej przedstawić zalety naszego, z całą energią i z całą złośliwością, na jaką nas stać, atakujemy „konkurencję”. W rezultacie budzimy wrogość, zmniejszamy szanse przekonania zebranych. Być może, popełniliśmy błąd jeszcze wcześniej, błąd zaniedbania. Idąc na zebranie, myśleliśmy tylko o własnym projekcie, ani chwili nie poświęciliśmy na zastanowienie się nad tym, jak najlepiej go przedstawić, nie myśleliśmy o tym, czym trafić do osób, do których będziemy mówić… jak byśmy idąc na ryby, myśleli jako o przynęcie o tym, co sami najbardziej lubimy.

CEL

Sytuacja i cel powinny przesądzać o stylu. To oczywiste, niemniej często postępujemy tak, jak byśmy zapominali o tej zasadzie lub o naszym celu. No bo, jeśli celem towarzyskiego spotkania jest odprężenie i rozrywka, to dlaczego dopuszczamy do sporów? Jeśli mamy przeegzaminować studenta, ocenić kandydata’ lub po prostu poznać człowieka, to dlaczego sami tak dużo mówimy? Jeśli chcemy przyjąć i wysłuchać jak najwięcej interesantów, to dlaczego wdajemy się w dyskusję? Jeśli celem naszej wizyty w Radzie jest załatwienie sprawy, to dlaczego zaczynamy od agresywnej krytyki? Ulżymy sobie po długim czekaniu na korytarzu? Rozumiem, ale próby osiągnięcia wzajemnie wyłączających się celów zwykle wiodą do porażek. Trudno jednocześnie zaspokajać próżność i zdobywać sympatię. Nie można być mile widzianym w towarzystwie, a zarazem pozwalać sobie na złośliwe uwagi pod adresem wszystkich obecnych.

ROLA SYTUACJI I CELU

Sytuacja odróżnia rozmowę swobodną, nieformalną — od służbowej, rozmowę członków rodziny — od rozmowy znajomych; równych partnerów (na przykład studentów) od nierównych (na przykład profesora i studenta). Cel jest istotnym elementem sytuacji. Na przyjęciu znajomi chcą przede wszystkim rozerwać się; w miejscu pracy dominują — lub powinny dominować — rozmowy o charakterze funkcjonalnym: udzielanie instrukcji, wydawanie poleceń, wymiana informacji; w stosunkach profesor — uczeń przebija motyw dydaktyczny itd. Od sytuacji i celu zależy między innymi język i ton rozmowy. Wyobraźmy sobie, że na herbatce w domu przyjaciół jeden z gości zwraca się do innego rzeczowo i sucho; „Proszę, niech mi pan zaraz poda ze swojego końca stołu dwa faworki, ale ostrożnie, nie potrącając nikogo. Potrzebuję ich, w celu skonsumowania.”
Komiczny efekt, komiczny i kosztowny, wywołałby styl „herbatkowy” w gabinecie dyrektora; „Jak się masz stary! Wiesz, zginęła teczka z aktami naszej ostatniej transakcji. Co ty na to? Przypomina się historia o roztargnionym skoczku, który…” A jak wyglądałby swobodny ton na ceremonii ślubu: „Gzy chcesz spróbować wytrzymać z tą kobietą (z tym mężczyzną) całe życie?”Bez uprzedniego rozpoznania sytuacji ton żartobliwy może okazać się co najmniej niewłaściwy. Wyobraźmy sobie, że po powrocie z urlopu telefonujemy do przyjaciela i mówimy: „O, to Ty jeszcze żyjesz?” Na co on: „Tak, choć miesiąc temu miałem zawał.”

kształtowanie się opinii społecznej to w gruncie rzeczy miliardy rozmów

W rozmowach uczniowie uzgadniają lub nie uzgadniają co myślą o metodach nowego nauczyciela i postępowaniu kolegi, w rozmowach współpracownicy uzgadniają — lub nie — jak się zachować wobec nowych wymagań dyrekcji, w rozmowach obywatele uzgadniają — lub nie — co sądzić o rozporządzeniach i apelach władz, jak się ustosunkować do krążących plotek o sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej. W rozmowach znajomi konfrontują swoje oceny estetyczne i społeczne, rzeźbią swoje postawy wobec aktualnych wydarzeń bliskich i dalekich. W mikroskopijnej skali każda rozmowa jest wydarzeniem nie tylko kulturalnym, ale i politycznym. Stąd moralna odpowiedzialność każdego rozmówcy. Inteligencja — powiadają wyraża się między innymi w dostrzeganiu wielkości, gdy jest jeszcze maleńka. Inteligentnie więc spójrzmy na rozmowę jako na doniosły akt dobierania się ludzi, którego następstwem może być wspólne działanie o nieobliczalnych skutkach zarówno w skali prywatnej, jak publicznej, w dziedzinie społecznej lub naukowej, artystycznej lub organizacyjnej. Z domów, kawiarń czy ogrodów gdzie się „tylko” spotykano, wyszły prądy nowych myśli, których łańcuchowe reakcje przeobraziły świat.
W sumie rozmowa jest jednym z najważniejszych narzędzi życia społecznego. Ponieważ zaś — jak pisał Baudouin de Courtenay „człowiek ma nie tylko prawo, ale i obowiązek doskonalenia swoich narzędzi społecznych”, będę mówić O rozmowie właśnie jako o takim narzędziu, które można i trzeba doskonalić.

WYROBIENIE

Przed wystąpieniem w dużym gronie nabieramy „szlifu” i rozpędu w małym: „Przede wszystkim przyszły mówca, któremu w największym zgromadzeniu i ognisku światła całej społeczności żyć wypada, niechaj przywyka już od dzieciństwa nie wzdragać się przed ludźmi. Pobudzać trzeba i podnosić myśl, która w odosobnieniu tylko gnuśnieje i jakby w ciemni pokrywa się pleśnią, albo przeciwnie puszy się pustym przeświadczeniem. Nieuniknioną bowiem jest rzeczą, iż zbyt wiele przypisuje sobie ten, kto siebie z nikim nie porównuje. Stąd gdy trzeba wystawić swoje wiadomości, ślepnie w słońcu i o każdą rzecz nową się rozbija, samotnie bowiem uczył się tego, co należy czynić w gromadzie”. (Markus Fabius Kwintilian). Te słowa starożytnego filozofa i pedagoga przypominają
o tym, że rozmowę rodzinną i towarzyską możemy traktować też jako trening do dyskusji i narad publicznych, jako ćwiczenie do przedstawiania własnych poglądów i wysłuchiwania cudzych. Jest więc ona między innymi zaprawą do wystąpień w szerszym gronie, ćwiczeniem w omawianiu trudnych spraw, w uzgadnianiu stanowisk i w kolektywnym podejmowaniu decyzji. Jak wspomniałem pisząc o porozumieniu, rozumna rozmowa jest niezbędnym warunkiem rozumnego współdziałania.

POWODZENIE

Skoro w rozmowie wyrabiają się postawy i osobowość, wzbogacają się wiadomości i zainteresowania, skoro jest ona okazją do zjednywania przyjaciół i zdobywania poparcia dla własnych poglądów i poczynań, oczywisty jest jej udział w powodzeniu człowieka. Ponadto, choć przysłowie, które głosi, że „poznać po mowie, co kto ma w głowie”, nie zawsze się sprawdza (aby pcrznać człowieka, trzeba przecież obserwować go w różnych sytuacjach, przypatrzyć się jego stylowi pracy i współpracy, życia i współżycia), to jednak ludzie rzeczywiście tak nas „piszą, jak nas… słyszą”. Zaledwie otworzymy usta, już oceniają, już wyrabiają sobie zdanie o naszym wykształceniu i charakterze, o inteligencji i w ogóle wartości. Jeśli chlapiemy byle co, nie na temat, niegramatycznie, nieskładnie, to zaraz kwalifikują: „umysłowy niedojda”. I na odwrót — jeśli słuchamy z uwagą, a odzywamy się z rozwagą, jeśli w naszych słowach jest ład i skład, sens i roztropność — otrzymujemy dobrą etykietę. A etykiety — nawet fałszywe — mocno się trzymają. W rezultacie wiele karier miało swój początek (co prawda tylko początek) w dobrym wrażeniu sprawionym podczas rozmowy. Do tego warto dodać, że udany wieczór – tak samo, jak udane życie — zadowolenie osiągane w pracy lub w kręgu rodzinnym zależy w dużym stopniu od wyboru partnerów. Otóż ten wybór dokonuje się nieraz — niestety zbyt często — tylko na podstawie rozmowy.